Kuba Brzeziński w ubiegłym roku zaliczył bardzo obiecującą przesiadkę do Forda Fiesty R5, a okres międzysezonowy spędził na intensywnych przygotowaniach, jeżdżąc praktycznie wszystkim, co ma cztery kółka. Przed zbliżającym się Rajdem Świdnickim mówi, że jego marzeniem byłoby znaleźć się na podium.

Popularny Colin zaliczył w sezonie 2015 trzy starty za kierownicą Forda Fiesty R5, w Rajdzie Dolnośląskim finiszując na drugiej pozycji. W Arłamowie zaliczył sporego dzwona, jednak od razu wsiadł do samochodu i całą przerwę zimową spędził ze spokojną głową, co po takim wypadku może mieć kluczowe znaczenie.
Ostatnio oprócz prowadzenia szkoleń, Brzeziński doskonalił swoją technikę po raz pierwszy na torze wyścigowym. – Początkowo było to dla mnie dziwne – mówi. – Było bardzo szeroko, ale mega fajnie. Chcę przejeżdżać jak najwięcej kilometrów, po to by ćwiczyć adaptację do danych warunków, czy danego samochodu. Jeżdżąc często różnymi pojazdami w różnych warunkach, uważam że pomoże to bardziej wyostrzyć moje wyczucie, a w efekcie do odbierania większej ilości informacji za kierownicą, łatwiejszej oceny i finalnie trafniejszej i pewniejszej realizacji, tak żeby móc pojechać na odcinku jeszcze szybciej i zarazem spokojniej. Ćwiczenie adaptacji uważam za ważny element rajdów samochodowych, ponieważ dzięki temu łatwiej będzie mi jadąc Fiestą R5 dostosować się do danych warunków oponowo/setupowo/nawierzchniowo/pogodowych, które zmieniają się w rajdach z minuty na minutę.

Pod koniec marca Colin wybrał się na tor Lausitzring i tam sprawdzał drogowe Porsche GT3. – Na torze jest mnóstwo czasu na podjęcie decyzji, na wąskim brudnym odcinku specjalnym tę decyzję trzeba podjąć w ułamku sekundy i od razu ją realizować. Tuż przed sezonem każdy kilometr jest na wagę złota, dlatego kombinuję wszelkie możliwe warianty by nie wysiadać zza kierownicy. Na torze skupiłem się na doskonaleniu samej techniki jazdy – w bezpiecznych warunkach można wchodzić w zakręty z dużą prędkością i ćwiczyć delikatną, subtelną pierwszą fazę skrętu, która dla mnie jest najważniejszą fazą (oczywiście poza hamowaniem czego podstawą jest potem możliwość efektywnej realizacji fazy pierwszej ). Starałem się z wjeżdżać w zakręty z dużą prędkością, bez redukcji, tak żeby utrzymywać wysokie tempo, tylko do tego potrzebne było właściwe „nieprzeszkadzające” rozpoczęcie skrętu kierownicą – nie stawiające oporów, nie powodujące gwałtownego przeniesienia masy, a w efekcie do nad lub podsterowności – reasumując straty. Generalnie było super, z chęcią wrócę na tor, tylko sam na jedno auto, bo jak widzę dookoła mnie 10 samochodów to jakoś tak nieswojo się czuję 🙂
W nadchodzącym wielkimi krokami Rajdzie Świdnickim Brzezińśki wystartował dwa razy, jednak nigdy za kierownicą czteronapędowego samochodu. – To rajd, którego boję się najbardziej w całym sezonie, nazywam go takim świdnickim wyścigiem – mnóstwo kierowców zna oesy bardzo dobrze, co pozwala im uzyskiwać abstrakcyjne tempo. Swojej szansy upatruję w drugim dniu i odcinku Walim-Kamionki, który jest trochę bardziej rajdowy, może tam uda się trochę złapać czołówkę. Świdnicki z pewnością będzie najtrudniejszy, marzy mi się miejsce na podium, choć zdaję sobie sprawę, że 1. i 2. będą pewnie trudne do zdobycia. Jesteśmy z całym zespołem GO+Cars dobrze przygotowani i damy z siebie wszystko by móc walczyć w najpiękniejszej dyscyplinie jaką są rajdy samochodowe z krajową czołówką oraz cieszyć licznie zgromadzonych kibiców na odcinkach Świdnickiego – zakończył.




















