Jest bardzo mało prawdopodobne, aby Grand Prix Włoch wróciło na tor Imola. Prezydent włoskiego automobilklubu podkreśla, że istnieją specjalne regulacje prawne, według których włoska runda mistrzostw świata ma być rozgrywana na Monzy.

Kontrakt toru Monza na organizację włoskiej rundy mistrzostw świata wygasa po tym sezonie, a promotorzy wyścigu nie doszli jeszcze do porozumienia z szefem F1 Berniem Ecclestonem.
Ostatnie tygodnie upływały na rozmowach o ewentualnym powrocie Imoli, gdzie Formuła 1 po raz ostatni gościła ponad dekadę temu, a Grand Prix Włoch organizowane było w 1980 roku. Jednakże, prezydent włoskiego automobilklubu Angelo Sticchi Damiani wątpi, aby losy GP Włoch potoczyły się w ten sposób.

– Budżet automobilklubu zakłada, że tor Autodromo Naziole Monza ma wyłączność na organizację Grand Prix Włoch – przyznał podczas wczorajszej konferencji FIA w Turynie. – Udział włoskiego automobilklubu, który ma bezpośredni wkład w organizację przyszłorocznego Grand Prix, polega na tym, że wyścig odbędzie się na Monzy, a nie Imoli. To nowy zapis, który został uchwalony na początku tego roku.
Obowiązek promocji wyścigu zostanie również przekazany na barki włoskiego automobilklubu. Wcześniej tym aspektem zajmował się Automobile Club of Milan.
Na początku tego miesiąca FOM ogłosił nową umowę sponsorską z Heinekenem, który miał otrzymać prawa tytularne do tegorocznego Grand Prix Włoch. Damiani podkreśla jednak, że ta umowa nie została jeszcze sfinalizowana.

– Dzięki lokalnemu wsparciu Lombardczyków oraz głównemu wsparciu narodowemu – choć szczegóły nie zostały jeszcze ustalone – udało się nam rozpocząć negocjację w lutym. W Monte Carlo znaleźliśmy z Ecclestonem wspólny język w wielu aspektach – dodaje. – Wciąż musimy ustalić kilka rzeczy, ale jesteśmy bardzo blisko podpisania umowy, mimo kilku niedogodności.
Włodarze toru Monza planują również wprowadzić zmiany w układzie toru, modyfikując pierwszą szykanę Rettifilio i wracając do żwirowych pułapek na Parabolice.




















